Dziewiętnastowieczne „Wesele dworskie” i towarzyszące mu przygotowania oraz zwyczaje związane z obrzędem zaślubin odtworzono ze szczegółami w skansenie podczas całodniowej imprezy plenerowej otwierającej tegoroczny sezon zorganizowanej przez Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Stanowiła ona kontynuację realizowanego już cyklu pn. „Wesela Sądeckie”. Podczas widowiska plenerowego w wykonaniu „Teatru Gry i Ludzie” z Katowic na ślubnym kobiercu stanęli dobrze urodzony kawaler z miasta i nieśmiała szlachcianka Jadzia, rodem ze szlachty zaściankowej.
Wesela dworskie w tym okresie były huczne. Bawiło się na nich mnóstwo gości. Ambicją każdego ojca, nawet tego wywodzącego się ze szlachty zaściankowej było wydać córkę za najlepszą partię (kawalera) w regionie. Tradycyjny obrzęd weselny, najbardziej rozbudowany ze wszystkich obrzędów rodzinnych zaczynał się od kojarzenia małżeństwa, które należało do swata. Przychodził on do rodziców dziewczyny i dawał do zrozumienia, że chodzi o ich córkę, mówiąc na przykład o białej gąsce lub cielaku. W większości małżeństwa kojarzone były przez rodziców. W obecności swata dziewczyna musiała jednak wyrazić na nie zgodę. Jeśli się nie godziła, zazwyczaj uciekała. Jeśli kawaler był bliski jej sercu, jeszcze tego samego dnia swat przychodził w towarzystwie kawalera. Drugim etapem kojarzenia małżeństwa były zmówiny. Młodzi jechali do kościoła dać na zapowiedzi. Uzgadniano wówczas sprawy majątkowe i ustalano listę gości. Przed ślubem i weselem, w tym samym dniu odbywały się zrękowiny (zaręczyny) i ubieranie panny młodej. Po zawarciu związku małżeńskiego rozpoczynało się wesele. Potem następowały oczepiny. Panna młoda żegnała się z domem rodzinnym i ze stanem panieńskim. Na głowę zakładano jej czepek, albo chustę. W ten sposób wkraczała do grona kobiet zamężnych.
W scenerii modrzewiowego dworu i dawnej wsi sądeckiej można było poznać nie tylko tradycyjne zwyczaje związane z obrzędem zaślubin szlachty polskiej, ale spróbować wyszukanych dań dworskich. Zaś w Miasteczku Galicyjskim rozbrzmiewała muzyka dawna w wykonaniu Zespołu „Ad Libitum”.
Atrakcją był również pokaz sokolnictwa, przygotowany przez Słowaków. Sokolnictwo jest prastarą formą łowiectwa, wykorzystującą do polowania wytrenowane do tego celu ptaki drapieżne. Dawniej sokolnicy należeli do urzędników dworu i darzono ich większymi honorami, niż myśliwych. Dla szlachty noszenie sokoła równało się z noszeniem szabli, symbolizowało przynależność społeczną. Broń palna stopniowo, acz skutecznie wypierała polowania z sokołami. Szlachcic na zagrodzie – jak ojciec poślubionej Jadzi nie rozstawał się ze swoją szablą, czy inna bronią białą, co wszem i wobec demonstrował podczas hucznego wesela. Szabelką też umiał niczego sobie wymachiwać. A jak to robią wprawni w tym fachu współcześni szermierze ze Szkoły Fechtunku Mateusza Berkowicza z Krakowa można było oglądać w parku przy dworze z Rdzawy. Pokaz szermierki historycznej w ich wykonaniu był długo oklaskiwany.
Na łące nieopodal dworu czekały też inne atrakcje. Można było wziąć udział w tradycyjnych zabawach zręcznościowych. Tęgie głowy pochylały się, więc nad szachownicą, niektórzy zajęci byli przeciąganiem beczki oraz liny. Swoich zwolenników miała także gra w serso, polegająca na rzucaniu i chwytaniu wiklinowego kółka na kijek. Wywodzi się ona ze starożytnego Rzymu. Gra ta zaczęła być popularna w XIX w.
W parku dworskim warto było się też zatrzymać przy saloniku prasowym, przy którym nie tylko można było poczytać prasowe tytuły z tamtych lat, ale posłuchać o sztuce epistolografii, pisania listów miłosnych i dostać na pamiątkę bilecik wizytowy. Obok saloniku można było również zajrzeć do apteczki dworskiej. Dawniej oprócz lekarstw i ziół leczniczych przechowywano w niej przyprawy, które były bardzo kosztowne. Dawna kuchnia polska – szlachecka z XVII i XVIII wieku bardziej przypominała współczesne kuchnie krajów Dalekiego Wschodu. Szczególnie ceniony był szafran (najdroższa przyprawa świata), który w ówczesnych czasach był oznaką statusu majątkowego. Używano też cynamon, gałkę, kwiat muszkatołowy, kmin rzymski, gorczycę, kolendrę, majeranek, anyżu, bluszczyka kurdybanka (dzisiaj zapomnianego)
W amfiteatrze leśnym Zespół Pieśni i Tańca Nowa Huta w strojach z czasów Księstwa Warszawskiego przepięknie tańczył poloneza i mazura – dwa tańce narodowe, które od wieków zakorzenione są w polskiej kulturze, szczególnie tej epoki. Polonez i mazur wywodzą się tańców regionalnych. Z upodobaniem tańczono je nie tylko na dworach polskich. Potem przyszedł czas na warsztaty, podczas których można było spróbować w nich swoich sił.
Autor, foto: I. Michalec